Chroń się.
Niebawem w Katowicach ciekawa konferencja denialistów patriarchatu.
Tytuł: Anty - narcyzm. Przyjdź, zrozum, chroń się.
Palce zdarłam na fejsie, pisząc o Wielkiej Ściemie Narcyzmu, ale dobra, raz jeszcze:
Psychopatologizowanie ofiar przemocy ma długą historię. Pewnie wszyscy słyszeli o Mental Asylum dla kobiet, trend powszechny od połowy XIX wieku, który nadal ma się dobrze, choć metody stały się bardziej wyrafinowane - patrz: nowa ustawa o zdrowiu psychicznym. Już nie wystarczy, że pan-mąż stwierdzi, że żonie należy się odosobnienie z uwagi na jej chorą głowę. Teraz trzeba się nieco bardziej postarać ale ale, bez przesady.
Nadal to nie będzie orka na ugorze.
Do dziś jest tak, że nasze darcie ryja na płciową nierówność społeczną czy na patriarchalną kulturę (co tam darcie, wystarczy się skrzywić, nie okazać entuzjazmu, powątpiewać w system podporządkowania i nadzoru) prowokuje diagnozy psychicznej niestabilności. Choćby histerii.
Psychopatologizowanie sprawców wsunęło się do mainstreamu jak ikra w ciecz, łagodnie, przez tamy szeroko otwarte z napisem welcome. Tak narcyzm wpłynął na salony - jako rzadki acz wybitny przedstawiciel gatunku. Patriarchat dba o ten okaz i zapewniam, że robi to nie bez przyczyny.
Czy to w polityce (Trump), czy w finansach (Madoff),w międzynarodowej bankowości (Strauss-Kahn) czy w inwestycjach (Epstein), czy w świecie artystów - tu lista jest długa, nie chcę nikogo wyróżniać, żeby nie pogłębiła się u pominiętych “rana narcystyczna” - otóż kiedy dzikie fantazje wejdą w sferę realizacji, i zdarzy się nieszczęście, czyli sprawa wypłynie na powierzchnię, wtedy operujące w systemie dziado-ludojady uznaje się za narcyzów. O domowych oprawcach tu nie wspomnę; wspomnę o nich za chwilę.
To jest wygodne, z wielu powodów.
Zaburzenie w pojedynczej głowie to nie powód by dopatrywać się choroby całego systemu. Wygodne, przyznacie. Zaburzenie w pojedynczej głowie jest dowodem zdrowia w pozostałych głowach. Bardzo wygodne. Narcyzm, przypominam, nie jest przecież zaraźliwy. To tylko nieco inna struktura powiązań w mózgu, tego się nie wydycha z powietrzem. Generalnie, to narcyz jest dziwadłem ale pod jednym warunkiem: kiedy zrobi fakapa, którego nie da się już ukryć. Wtedy (czasem) należy się od kolesia zdystansować.
Ale, dopóki nie narobi gnoju, za dużego, by go zbagatelizować, jest fest kolesiem.
A zatem: indywidualna anomalia. Co za ulga. Jaka wygoda. Kiedy coś jest anomalią indywidualną, odkleja się od kontekstu. Prawa, przekonania, mity - one nie mają tutaj znaczenia. Dryfuje to to osobnymi prądami, wręcz w poprzek ustalonego porządku a kiedy czyny stają się widoczne, diagnoza narcyzmu pozwala odciąć się systemowi od szalonego osobnika.
Spójrzcie na tego potwora, mówi system. Skalał nasz piękny czysty ocean.
Kto by tam drążył, że wspomniany ocean to dla ludojada naturalne środowisko.
Diagnoza, zwłaszcza ta medyczna, ociepla wizerunek kolesia, bo czy, kochani, wybiera się chorobę? W sumie, czy nie należy się trochę współczucia dla właścicieli zrytej bani, dotkniętych tym zaburzeniem? Ile to natrudzili się psycho/specjaliści, żeby wskazać czynniki niezależne od woli rybki, które determinują jej żarłoczne ciągoty i zachowania. Cień, zła matka, nieobecny ojciec, id-ego-superego, koledzy, neurofizjologia, ech, dużo było drapania się w głowę.
Byle nie patriarchat i towarzyszące mu przywileje.
Patriarchat, z jego zestawem kulturowych przekonań, z głodem władzy, z łaskotkami gdzieś w brzuszku z powodu poczucia uprzywilejowania, z kontrolą, z zamkniętym kręgiem przyjaciół, tej społecznej ławicy o podobnych pragnieniach, z bezkarnością, kiedy żarłoczność jest normalizowana i nagradzana, z pogardą dla reszty gatunków pływających - jeśli już ktoś o tym wspominał, to wyłącznie małymi literkami, na marginesie.
Pisałam o tym wielokrotnie, paznokcie zdarłam, drapiąc tę metkę.
Zresztą, mamy okazję oglądać spektakl na żywo, przy okazji akt Epsteina. Ile razy w polskich mediach pada to fuj-słowo? Hę? Nieczęsto? A to ci kurewka niedopatrzenie.
To jest w ogóle ciekawy temat, jak w poprawności, także językowej, tym naszym osiągnięciu cywilizacyjnym ze słusznym celem (nie stygmatyzować, nie wykluczać), tkwią takie fajne ukryte przyciski, służące w pewnych warunkach jednej wybranej grupie.
System stworzył dla siebie bezpiecznik, bowiem pochylanie się z troską nad chorym działa wyłącznie wtedy, kiedy chodzi o rybcię z ostrymi zębami. Narracja o jej ofiarach rządzi się innymi prawami. W wypadku ofiar mamy no mercy, że tak tu zaklnę, ofiary same wybierają rolę ofiar (lub rolę dziwki) - bo są umysłowo jebnięte.
Ale to pewnie już wiecie.
Leczenie ofiar jest niczym szpital wojenny, ale taki trochę inny, bo dla kobiet - rannych mężczyzn odsyła się ze szpitala do domu, żeby odpoczęli od wojowania. A kobiety? Niby cię opatrzą, niby naprawią (dowiesz się, że wybrałaś/pchałaś się w ten związek ze swojej jednak przyczyny) a potem wyrzucą cię na pole bitwy, gdzie, o zgrozo (i twoja wina), znów ujebało ci głowę. A przecież, jak to możliwe, skoro głowę ci naprawili. Coś nie działa, ewidentnie - ewidentnie, ty nie działasz, dziewczyno.
Małe rekinki, te domowe, funkcjonują na podobnych zasadach jak te wielkie, monstrualne. Tylko ząbki jak igiełki mają mniejsze. Są pod ochroną, bo to waleczni żołnierze, pilnują porządku w najmniejszych komórkach społecznych. Jest w nich to samo przekonanie: że są panami galaktyki, ze specjalnymi uprawnieniami do dyscyplinowania i używania płci przeciwnej. Godnościowo przypina im się ordery bezkarności, choć po prawdzie rekiny w generalskich czapkach zawsze mają w dupie żołnierzy. Dla nich to plankton.
Dziś, w kwestii przemocy wobec kobiet, narcyzm sprawcy wyskakuje już nie tylko z każdej lodówki, on wyskakuje z każdej łyżki, buta, filiżanki. Ten narcyzm - bo przecież nie patriarchat, proszę wypluć fuj-słowo, wszedł do głównego nurtu, ponieważ - moja teza, można go pięknie zmonetyzować. Płacą ofiary, patriarchat zarabia. Monetą nie są wcale dolary, bitcoiny czy funty, choć nikt nie pogardzi, monetą są ugruntowane patriarchalne przekonania o źródłach przemocy. Czyste złoto.
Ponadto, zamiast buntu i rebelii wobec patriarchalnych zasad (wystarczy uściślić pojęcia i wyciągnąć wnioski, to nic nie kosztuje), można zaproponować poszkodowanym wykopaliska starych rodzinnych kości. Podatność, rzekoma, na “narcystyczne uwiedzenie” to przecież terapeutyczna robota na lata. Umyka wówczas prawdziwa przyczyna, kiedy ryjemy, każda indywidualnie i z nosem przy ziemi, w swoich deficytach. Umyka wkurw nasz niezbędny, od którego drży ocean. Patriarchat tymczasem odpoczywa sobie w głębinach, obgryzając kolejne kości.
I na nas czeka.
Mamy tu taki przekręt Madoffa w pigułce, kiedy poszkodowani, rozbici psychicznie, pluli sobie w brody, że zaufali słowom oszusta - a przecież, zabawne a nawet tragiczne, namaściły złodzieja wszystkie światowe finansowe instytucje. I gdyby nie chciwość banków i kryzys z 2008 roku a potem panika na rynkach kapitałowych, jego piramida nie wyszłaby na jaw; to naprawdę był wyłącznie zbieg okoliczności. Co prawda Harry Markopolos próbował informować władze, że Madoff robi scam i ściemę, matematycznie bowiem rzecz biorąc te jego zyski były niemożliwe, ale nikt go nie słuchał. W pewnym momencie Markopolos bał się o swoje życie, codziennie sprawdzał, czy nie ma aby bomby pod samochodem.
Oto siła argumentów patriarchatu, kiedy ktoś próbuje mu przeszkadzać.
Oprócz Madoffa żaden (żaden!) rekin nie poniósł konsekwencji, a ławica, w ramach dbałości o swoje interesy, ale też z powodu furii, bo nie okrada się innych rekinów, głupcze! - rzuciła idiotę Berniego na pożarcie. Był teraz słabym ogniwem kręgu, stracił walory i powagę. Dobrze to wyszło. Oceaniczna burza minęła, panowie popłynęli spokojnie ku swoim rajskim wyspom.
Znarcyzowanie płciowej opresji jest proste jak równanie. Jedna chora głowa plus druga chora głowa i mamy wynik: przemoc. Indywidualna anomalia sprawcy podaje tu rękę indywidualnej anomalii ofiary. Te anomalie są jak bliźnięta jednojajowe. Nierozłączne. Zresztą, ludzie nie bez powodu dopierają się w takie a nie inne pary.
Słyszycie teraz to ciche pobrzękiwanie stereotypu w refrenie, to lekkie drżenie strunki, że w związkach jest różnie, raz na wozie a raz w trumnie? Wszystko zależy od szczęścia.
Wydawać by się mogło, że gra gitara. Z tym że, japierdolęcozaprzypadek, no zonk po prostu, narcyzów, psychopatów, socjopatów się nie leczy. Nie ma sposobów na korekcję zaburzonych osobowości. Tacy są po prostu, kropka. Poczytajcie Hare.
(tu można sobie westchnąć z bezradności i iść na własną terapię)
Na leczenie wysyła się jedynie ofiary, jakby naklejenie plasterka na użartą w kolanie nogę miało upiłować, haha, drapieżnym rybom zęby. Jakby jedno użarcie dawało gwarancję niespotkania kolejnego drapieżcy, choć w wodnej zawiesinie unoszą się od wieków płciowe stereotypy, którymi drapieżcy się karmią. Logiczne. Ponadto, narcyzów jest w populacji kilka procent. Prawda, że logiczne? Która wątpi w tę logikę, jest najprawdopodobniej jebnięta.
Za trzy tygodnie, w Katowicach, odbędzie się zjazd denialistów patriarchatu. Tematem będzie anty-narcyzm. Takie, znaczy się, przeciwdziałanie. Przyjadą znane z youtuba, insta i fejsa tęgie głowy. Będą panie psycholożki i panowie psychoterapeuci. Kołcze też będą. I będą tłumaczyć, głównie kobietom, to niezwykłe zjawisko, błyskotliwie, wnikliwie, interesująco. Już furczą drukarki, wypluwając wykresy i wizytówki, na odwrocie których są godziny przyjęć w gabinetach; to zrozumiałe i konieczne, kadra jest gotowa i chce bidulkom pomóc. Wszystko to z troski.
Zjadą tłumnie kobiety, bo przemoc wynikająca z patriarchalnej kultury dotyka prawie wszystkie. Prawie, bo może część żyje samotnie w jakimś akwarium, nie wiem. Będą słuchać z wypiekami na twarzy jak rozpoznać gościa, albo jak się z gościem rozwieść, kiedy DARVO je goni, ponieważ narcyzm jest bezpieczniejszą odpowiedzią na rzeczywistość niż rzeczywistość jako taka. O tym też pisałam wielokrotnie, ale w piach poszła krew, moja i wasza.
Koncept zrytej bani bardzo odpowiada naszym żywotnym, kulturowo zdefiniowanym potrzebom: może ten związek był nienormalny ale następny, jacie, już będzie cudowny. Wystarczy kupić książkę o zaburzeniu i się nauczyć. A potem fruwać na skrzydłach motyli, tych żyjących w jelitach.
Będą też media, żeby mówić o tym, procentowo niewielkim ale zawsze, problemie społecznym, z którego poszkodowane (i poszkodowani, denializm zawsze idzie pod rękę z symetryzmem) wychodzą w strzępach. Redakcje już szykują zdjęcia ofiar z rozmazanym makijażem; wiemy, jak kultura ilustruje przemoc wobec kobiet - koniecznie z łezką.
Jest krew są nagłówki - zacytuję teraz Kinga. Oczekujmy kolejnego patriarchalnego triumfu. Wybitni znawcy tematu zrobią z patriarchatu rzecz niewidzialną niczym słona woda, co z pozwala naszej hemoglobinie płynąć dziarsko w żyłach do zakochanego serca; nauczymy się wystrzegać i chronić a nawet, kto wie, może nawet dowiemy się, jak udawać trujące algi albo wybielone kłody drewna.
Chociaż i tak wszyscy wiedzą, tu mrugam oczkiem, że wolimy łobuzów.


Jakże boli mnie to i wkurwia.
A czemu Pani już nie pisze😔